Zapowiedź zmniejszenia liczby godzin, a więc de facto uszczuplenie planu lekcji uczniów szkół ponadpodstawowych może brzmieć kusząco, jednak jak przekonuje środowisko nauczycielskie, nie jest dobrym pomysłem. W tej sprawie głos zabrali już nauczyciele przedmiotów przyrodniczych. My o opinię zapytaliśmy nauczycielkę historii. Co o tym sądzi?
MEN chce dać "więcej luzu" uczniom liceów i techników?
Ministerstwo Edukacji Narodowej, zgodnie z zapowiedziami, planuje kolejne zmiany w szkołach. Mimo prezydenckiego weta reformę edukacji zamierza wdrażać rozporządzeniami. Niedawno przedstawiono plany zmian, tym razem dotyczące liceów i techników. Instytut Badań Edukacyjnych proponuje zmniejszenie liczby godzin przedmiotów rozszerzonych. Na ten pomysł już zdążyło zareagować środowisko nauczycielskie.
„Zmniejszenie liczby godzin przedmiotów w zakresie rozszerzonym w technikum i liceum do 6 godzin doprowadzi to do dalszego rozkwitu rynku korepetycji, a także wzmocnienia nierówności pomiędzy szkolnictwem niepublicznym, a publicznym, jak również pomiędzy miastem a wsią” – ostrzegają w specjalnym piśmie do MEN nauczyciele przedmiotów przyrodniczych.
Ich zdanie nie jest odosobnione. W proponowanych zmianach również nauczycielka historii i edukacji obywatelskiej widzi sporo zagrożeń. Jakich?
"W tabelkach wszystko wygląda super, ale rzeczywistość jest inna"
O opinię na temat wspomnianych planów zapytaliśmy Agnieszkę Wrzesińską, która w sieci znana jest jako "Szalona Historyczka". Jak ocenia zapowiedzi MEN?
Doniesienia o tym, że rozszerzenia mają być dopiero od 2. klasy oraz fakt, że zmniejszy się ich liczba jest strzałem w kolano. Patrząc z mojej perspektywy, przedmiotu, gdzie na maturze oprócz analizy źródeł sprawdzającej wiedzę, zdający musi napisać wypowiedź argumentacyjną czy na wiedzy o społeczeństwie stworzyć pismo, ta liczba godzin, która obecnie jest, nieraz nie wystarcza. Tym bardziej, że tegoroczne klasy 4. są tymi, które mają mniej godzin historii po reformie wprowadzającej HIT, a później edukację obywatelską
- mówi nauczycielka historii Agnieszka Wrzesińska.
Jak zauważa, obecnie młodzi ludzie piszą zdecydowanie mniej dłuższych wypowiedzi. Z codziennego życia zniknęły listy i dłuższe maile, komunikacja opiera się na krótkich wiadomościach tekstowych. To wszystko powoduje, że nauczyciele potrzebują jeszcze więcej czasu, by wypracować z uczniami pisanie dłuższych wypowiedzi, które na historii i wiedzy o społeczeństwie są specyficzne.
Obawiam się też, że przez to nauczyciele mniej chętnie mogą wychodzić na wyjścia czy wycieczki, w obawie przed tym, czy zdążą z realizacją podstawy programowej i odpowiednim przygotowaniem do matury
- dodaje nauczycielka.
Bez korepetycji ani rusz? Uczniowie z mniejszych miejscowości mogą być poszkodowani
Jak zauważa Agnieszka Wrzesińska, uczniowie uczęszczający do szkół w dużych miastach znaleźliby się w nieco lepszej sytuacji. Tam to samorządy zapewne partycypowałyby w kosztach, by przeznaczyć środki na dodatkowe godziny przygotowujące do matury. Jednak w mniejszych miejscowościach będzie to dużym problemem.
W tabelkach to wygląda super i są to tylko liczby, ale rzeczywistość całkiem od tego odbiega. Tam nie widać, że klasa liczy np. 32 osoby i całkiem inaczej się w niej pracuje i uczy niż w klasie 20-osobowej. Myślę, że to byłaby prawdziwa rewolucja na plus i pozytywna zmiana, gdyby ministerstwo ustaliło górną granicę osób w klasie. To jednak mało realne, bo chodzi się o pieniądze. Czy jeśli zostanie zmniejszona liczba godzin rozszerzeń to zmniejszy się podstawa programowa wymagana podczas matury? To kwestia, która jest tutaj kluczowa
- zaznacza Agnieszka Wrzesińska.