- Po prezydenckim wecie resort łagodzi przekaz
- Dyrektorzy szkół: konsultacje mogą niewiele zmienić
- „To nauczyciele wiedzą, co jest możliwe”
- Brak stabilności uderza w funkcjonowanie szkół
- Związki zawodowe: liczy się nie język, lecz treść
Po prezydenckim wecie resort łagodzi przekaz
Po zawetowaniu reformy „Kompas jutra” przez prezydenta – co było popierane przez liczne organizacje branżowe oraz większość największych związków zawodowych – Ministerstwo Edukacji Narodowej zapowiedziało korektę kursu. W ocenie Barbary Nowackiej zmiany w podstawach programowych zostały przeformułowane w taki sposób, by usunąć najbardziej kontrowersyjne zapisy.
Problem w tym, że konsultacje zaplanowano jedynie na dwa tygodnie, a ich zakres ma obejmować przede wszystkim te elementy, które – zdaniem MEN – budziły największy sprzeciw. Jednocześnie resort konsekwentnie deklaruje, że nie zamierza rezygnować z wdrażania reformy poprzez rozporządzenia. To rodzi pytanie, czy dialog ze środowiskiem ma realny wpływ na decyzje, czy jedynie charakter formalny.
Dyrektorzy szkół: konsultacje mogą niewiele zmienić
Wątpliwości co do sensu ponownych konsultacji wyrażają zarówno dyrektorzy szkół, jak i przedstawiciele nauczycielskich związków zawodowych. Zwracają uwagę, że choć sama idea rozmów przed wprowadzeniem zmian jest słuszna, to ich efekty pozostają niejasne.
Janusz Makuch, dyrektor Szkoły Podstawowej w Szczyrku, radzi zachować dystans wobec zapowiadanych konsultacji. Jego zdaniem spór wokół podstaw programowych ma dziś przede wszystkim charakter polityczny. Podkreśla, że od września 2025 roku szkoły i tak pracują już na znacznie ograniczonych podstawach programowych i nie generuje to większych problemów w praktyce.
Jak zaznacza, dokument ten stanowi jedynie ramy, na podstawie których szkoła buduje własny program nauczania. Odpowiedzialność za sposób realizacji spoczywa na dyrekcji i radzie pedagogicznej, a nie na politykach czy zewnętrznych organizacjach.
„To nauczyciele wiedzą, co jest możliwe”
Makuch zdecydowanie sprzeciwia się narracji, według której szkoły i nauczyciele nie są przygotowani na zmiany. Jego zdaniem jedynym realnym problemem jest niewystarczające przygotowanie absolwentów uczelni do pracy z uczniami o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Samą realizację podstaw programowych uważa jednak za kompetencję, do której nauczyciele są przygotowani zawodowo.
Podkreśla, że to właśnie szkoły powinny mieć przestrzeń do decydowania o tym, jak organizować proces nauczania, bez nadmiernej ingerencji politycznej.
Brak stabilności uderza w funkcjonowanie szkół
Podobnie sytuację ocenia Rafał Stasik, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 5 w Szczecinku. Jego zdaniem konsultowanie rozwiązań, które mogą nigdy nie wejść w życie, mija się z celem. Zwraca uwagę, że wobec braku zgody prezydenta na reformę, wprowadzanie nowych podstaw programowych rozporządzeniem może prowadzić do chaosu prawnego.
– Jeśli jedna strona władzy kwestionuje reformę, a druga próbuje ją wdrażać boczną drogą, szkoły zostają w próżni decyzyjnej – podkreśla dyrektor. Jego zdaniem system edukacji potrzebuje stabilności, a nie kolejnych sporów interpretacyjnych.
Związki zawodowe: liczy się nie język, lecz treść
Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka Związku Nauczycielstwa Polskiego, który generalnie nie sprzeciwia się reformie, wyraża nadzieję, że konsultacje rzeczywiście posłużą zebraniu opinii środowiska, a nie jedynie spełnieniu formalnego obowiązku.
Znacznie ostrzejsze stanowisko prezentuje Krzysztof Wojciechowski, wiceprzewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”. Jak podkreśla, związek pozytywnie oceni nowe podstawy tylko wtedy, gdy zmiany będą miały charakter merytoryczny. Sama korekta nazewnictwa, bez ingerencji w treść i filozofię dokumentu, spotka się z negatywną opinią.
W jego ocenie tak daleko idące zmiany w podejściu do nauczania powinny mieć wyraźne umocowanie ustawowe, a nie opierać się wyłącznie na rozporządzeniach.
„Bez ustawy rozporządzenie nie przetrwa”
Podobnego zdania jest Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego „Forum – Oświata”. Jego zdaniem każda próba wdrażania założeń reformy „Kompas jutra” bez zmiany ustawy będzie obarczona wysokim ryzykiem prawnym.
Choć – jak zauważa – minister edukacji może podpisać rozporządzenie, musi liczyć się z konsekwencjami w przyszłości, w tym z możliwością zakwestionowania dokumentu po zmianie układu politycznego. Związek zapowiada dokładną analizę nowych podstaw i uzależnia swoją opinię od tego, czy resort faktycznie złagodzi stanowisko i uwzględni postulaty środowiska.