Minister edukacji Barbara Nowacka w rozmowie z RMF FM jasno zadeklarowała: czas ograniczyć użycie telefonów w szkołach podstawowych. Reforma ma wesprzeć nauczycieli, którzy skarżą się na dekoncentrację uczniów. Według założeń, dzieci nie będą mogły wyjmować komórek w trakcie zajęć. Pojawi się jednak jeden istotny wyjątek. Nauczyciel będzie mógł zezwolić na użycie telefonu, jeśli uzna, że urządzenie pomoże w procesie edukacyjnym.
Kiedy przepisy wejdą w życie?
Kluczową datą jest 1 września 2026 roku. Szefowa MEN podkreśla w RMF FM, że termin ten jest "murowany", jeśli resort połączy siły z poselskim projektem Koalicji Obywatelskiej. Ścieżka rządowa mogłaby potrwać nieco dłużej. Barbara Nowacka liczy również na podpis prezydenta Karola Nawrockiego, argumentując, że nowe prawo ma przede wszystkim chronić dzieci.
Blokada mediów społecznościowych dla nieletnich
Rząd planuje pójść o krok dalej i wzorem Australii ograniczyć dostęp do social mediów osobom poniżej 15. roku życia. Prace nad wstępnymi założeniami ustawy już trwają. W projekt zaangażowane są Ministerstwo Edukacji Narodowej, Ministerstwo Cyfryzacji, Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa.
Mimo początkowego sceptycyzmu ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego, koalicjanci wypracowali wspólne stanowisko. Rząd chce, aby platformy społecznościowe brały pełną odpowiedzialność za dostarczane treści.
Jak państwo zweryfikuje wiek dziecka?
Mechanizm weryfikacji ma być prosty i bezpieczny. Ministerstwo Cyfryzacji pracuje nad rozwiązaniem, które pozwoli platformom (takim jak Facebook czy TikTok) komunikować się z bezpiecznym portfelem tożsamości (mObywatel). Dzięki temu system sprawdzi, czy użytkownik ma wymagane 15 lat, bez przekazywania nadmiarowych danych korporacjom.
Za nieprzestrzeganie nowych przepisów portalom będą groziły surowe kary finansowe. Nowacka zaznacza, że "kosztowne konsekwencje" to jedyny sposób na wyegzekwowanie bezpieczeństwa w sieci.
Co z Messengerem i WhatsAppem?
Choć głównym celem są portale społecznościowe, minister edukacji dostrzega również zagrożenia płynące z popularnych komunikatorów. Przyznaje, że w grupach na Messengerze czy WhatsAppie "dzieją się bardzo złe rzeczy", jednak zauważa, że negatywne zachowania często mają swój początek właśnie w mediach społecznościowych. Na ten moment priorytetem pozostaje ograniczenie dostępu do otwartych platform.