Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Wszystko zależy od dziecka, jego temperamentu, wieku i… liczby godzin spędzanych poza domem.
Argumenty „za”: rozwój, pasja i pewność siebie
Zajęcia dodatkowe mogą być ogromną wartością, zwłaszcza jeśli wynikają z realnych zainteresowań dziecka. To przestrzeń, w której uczeń może rozwijać talent, odnaleźć pasję i poczuć się kompetentny poza szkolnymi ocenami. Dla wielu dzieci sport, muzyka czy zajęcia artystyczne są odskocznią od szkolnej rutyny.
Regularne zajęcia uczą też systematyczności, planowania czasu i odpowiedzialności. Dziecko widzi efekty swojej pracy, doświadcza sukcesów i porażek w bezpiecznym środowisku. Dla niektórych to właśnie zajęcia pozalekcyjne stają się miejscem budowania pewności siebie, której brakuje w szkolnej ławce.
Nie bez znaczenia jest również aspekt społeczny. Zajęcia po szkole często umożliwiają kontakt z rówieśnikami o podobnych zainteresowaniach, co bywa szczególnie ważne dla dzieci, które w klasie nie czują się pewnie.
Argumenty „przeciw”: przemęczenie i brak czasu na odpoczynek
Problem zaczyna się wtedy, gdy kalendarz dziecka pęka w szwach. Po sześciu czy siedmiu godzinach w szkole, odrabianiu lekcji i dojazdach na zajęcia dodatkowe, na odpoczynek zostaje niewiele miejsca. Coraz częściej dzieci funkcjonują w trybie podobnym do dorosłych – od punktu do punktu, bez chwili wytchnienia.
Psychologowie zwracają uwagę, że przemęczenie u dzieci nie zawsze objawia się sennością. Często są to rozdrażnienie, wybuchy złości, niechęć do rozmów czy spadek motywacji. Dziecko może przestać czerpać radość nawet z zajęć, które wcześniej lubiło.
Kolejnym problemem jest brak czasu na swobodną zabawę i nudę. Tymczasem to właśnie nuda sprzyja kreatywności, samodzielności i regulacji emocji. Dziecko, które ma zaplanowaną każdą godzinę, nie uczy się odpoczywać ani słuchać własnych potrzeb.
Presja zamiast wyboru
Wielu rodziców, często w dobrej wierze, zapisuje dziecko na zajęcia „bo warto”, „bo inni chodzą” albo „żeby nie zmarnować czasu”. W efekcie zajęcia dodatkowe stają się kolejnym obowiązkiem, a nie przyjemnością. Dziecko uczy się wtedy, że jego zdanie ma mniejsze znaczenie niż oczekiwania dorosłych.
Sygnałem ostrzegawczym jest sytuacja, w której dziecko regularnie nie chce iść na zajęcia, skarży się na bóle brzucha przed wyjściem lub wyraźnie traci energię. To moment, w którym warto się zatrzymać i zadać pytanie: czy to nadal rozwój, czy już przeciążenie?
Może nie „ile”, tylko „jak”?
Coraz częściej mówi się, że kluczowa nie jest liczba zajęć, lecz ich jakość i proporcje. Jedne, maksymalnie dwa dobrze dobrane zajęcia w tygodniu w zupełności wystarczą, zwłaszcza u młodszych dzieci. Ważne, by pomiędzy szkołą a dodatkowymi aktywnościami był czas na odpoczynek, zabawę i zwykłe bycie w domu.
Dobrym rozwiązaniem jest też regularne sprawdzanie, czy dane zajęcia nadal sprawiają dziecku radość. Zainteresowania się zmieniają i to naturalne. Rezygnacja nie jest porażką wychowawczą, lecz elementem uczenia się siebie.
Wniosek: złoty środek zamiast wyścigu
Zajęcia po szkole same w sobie nie są ani dobre, ani złe. Mogą wspierać rozwój, budować pewność siebie i dawać radość, ale mogą też prowadzić do przemęczenia i frustracji. Kluczem jest uważność na potrzeby dziecka i gotowość do zmiany planów.
Czasem najlepszym „zajęciem dodatkowym” jest wolne popołudnie, nuda i rozmowa przy kolacji. I choć trudno to wpisać w grafik, to właśnie te chwile często okazują się najważniejsze.