Dziennik Gazeta Prawana logo

Algorytmy "tresują" dzieci i dorosłych. Ekspert ostrzega przed wpływem cyfrowego świata

42 minut temu
Ten tekst przeczytasz w 11 minut
Algorytmy "tresują" dzieci i dorosłych. Ekspert ostrzega przed wpływem cyfrowego świata
Algorytmy "tresują" dzieci i dorosłych. Ekspert ostrzega przed wpływem cyfrowego świata/Shutterstock
Algorytmy „tresują” ludzi, jak kiedyś tresowano zwierzęta w cyrku, dzieci szantażują rodziców fejkowymi samobójstwami, a szkoły same oddają uczniów technologicznym korporacjom - Big Techom – powiedział terapeuta uzależnień Daniel Dziewit, autor książki „Enter i znikasz. Złowieni przez algorytmy”.

Daniel Dziewit – terapeuta uzależnień, publicysta, pisarz i ekspert ds. zdrowia psychicznego, prowadzi terapię osób uzależnionych od nowych technologii i alarmuje, że algorytmy przejęły kontrolę nad relacjami, wychowaniem i psychiką młodych ludzi. Jest autorem książek, m.in. „Homo Enter” oraz najnowszej publikacji „Enter i znikasz. Złowieni przez algorytmy”.

PAP: „Enter i znikasz” to książka o smartfonach, uzależnieniach czy o tym, że cywilizacja właśnie się wykoleiła?

Daniel Dziewit: To jest książka głęboko humanistyczna. O człowieku, którego algorytmy zaczęły tresować dokładnie tak, jak kiedyś tresowano zwierzęta w cyrkach. Dzisiaj oburzamy się, gdy ktoś wykorzystuje słonia albo tygrysa dla rozrywki, natomiast zupełnie normalne wydaje nam się masowe uzależnianie ludzi – i to od najmłodszych lat – przez platformy technologiczne.

Ta książka jest próbą przypomnienia, że człowiek ma prawo do wysiłku, skupienia, cierpliwości, do przeżywania porażek i sukcesów w realnym świecie. Tymczasem algorytmy robią wszystko, żebyśmy byli impulsywni, rozleniwieni i niezdolni do dłuższej koncentracji. One zarabiają wtedy najwięcej.

Dzieci i rodzice w świecie aplikacji - utrata relacji i autorytetów

PAP: Mówi pan wręcz o utracie dzieci przez rodziców.

D.D.: Bo wielu rodziców naprawdę traci swoje dzieci. Nie fizycznie, ale psychicznie i emocjonalnie. Dziecko siedzi obok ojca czy matki na kanapie, ale mentalnie już dawno mieszka w TikToku, Discordzie albo w świecie gier komputerowych.

I to nie jest wyłącznie kwestia samego ekranu. Wraz z tym znikają relacje, autorytety, szacunek do szkoły, pracy, sportu, a nawet do sukcesu. W swojej praktyce spotkałem młodego sportowca, który odnosił realne sukcesy, ciężko trenował, wygrywał zawody, ale został brutalnie wyśmiany w internecie tylko dlatego, że na zdjęciu był spocony i miał „głupi” grymas twarzy. Dla świata cyfrowego ważniejsze okazało się to jedno zdjęcie niż jego wysiłek i osiągnięcia.

PAP: W książce apeluje pan, żeby dzieciom dawać gotówkę zamiast kart i Blika. Brzmi to jak technologiczny konserwatyzm.

D.D.: Nie chodzi o żaden konserwatyzm, tylko o zdrowy rozsądek i podstawowe kompetencje życiowe. Coraz częściej obserwuję młodych ludzi pracujących w sklepach czy gastronomii, którzy mają problem z wydaniem reszty albo rozpoznaniem wartości banknotów. Patrzą na gotówkę jak na muzealny eksponat.

Kilka dni temu kupowałem kawę i lody. Dziewczyna przy kasie tak pogubiła się przy wydawaniu pieniędzy, że poprosiła mnie, żebym sam sobie wyliczył resztę. Okazało się, że pomyliła się na swoją niekorzyść. To nie jest zabawna anegdota. To pokazuje, że technologia odbiera ludziom elementarne umiejętności.

Prawdziwe pieniądze uczą myślenia, liczenia i odpowiedzialności. Kiedy płaci się telefonem albo zegarkiem, wydawanie pieniędzy staje się całkowicie abstrakcyjne. Człowiek traci kontakt z realną wartością tego, co wydaje. Nieprzypadkowo wraz z rozwojem płatności cyfrowych eksplodowały długi, chwilówki i kompulsywne zakupy.

Smartfon zamiast wychowania? Krytyka współczesnej edukacji i szkół

PAP: Mocno krytykuje pan też szkoły i nauczycieli.

D.D.: Bo część szkół zachowuje się dziś jak darmowi naganiacze wielkich korporacji technologicznych. Proszę sobie wyobrazić sytuację: druga klasa szkoły podstawowej, a nauczycielka zachęca dzieci do zakładania grupy na WhatsAppie. Dzieci robią to bez żadnego dorosłego administratora i potem wszyscy są zdziwieni, że pojawia się hejt, przemoc, pornografia albo poniżanie słabszych.

Ja wtedy pytam: kto tam te dzieci wprowadził? Zuckerberg? Meta? Nie. Zrobili to dorośli, którzy sami później rozkładają ręce.

PAP: Padają u pana bardzo mocne słowa o rodzicach.

D.D.: Bo wielu rodziców po prostu boi się wychowywać. Boi się zakazów, konsekwencji i stawiania granic. Tymczasem dziecko nie potrzebuje w domu kolegi ani kumpla od scrollowania TikToka. Ono potrzebuje rodzica.

Jeżeli rodzic mówi: „Nie pozwolę, żeby ktoś rył psychikę mojego dziecka”, to nie jest żadna przemoc. To jest odpowiedzialność. Ja często powtarzam, że zakaz powinien być skierowany nie przeciwko dziecku, ale przeciwko platformie, która zarabia na uzależnianiu młodych ludzi.

"Smartfonowe libacje"- konflikty rodzinne wokół technologii

PAP: Pisze pan, że dzieci szantażują rodziców nawet groźbami samobójstwa.

D.D.: I niestety dzieje się to coraz częściej. Rodzic słyszy: „jak zabierzesz mi telefon, to się zabiję”. Włos staje mu wtedy dęba na głowie, bo nie wie, czy to manipulacja, czy realne zagrożenie. Nie wie, czy ma dzwonić po psychiatrę, karetkę czy policję.

Najczęściej kończy się to kapitulacją. Rodzic odpuszcza i oddaje stery uzależnionemu dziecku. To ono zaczyna decydować, ile czasu spędza w sieci, kiedy śpi i jak funkcjonuje cały dom.

Kiedy rodzice próbują jednak postawić granice, dochodzi do awantur, wyzwisk, agresji, a czasem nawet interwencji policji. Nazywam to „smartfonowymi libacjami”. Rodzice wyłączają internet, a dziecko wpada w furię jak człowiek na głodzie narkotykowym. Zdarza się, że dzieci fizycznie atakują swoje mamy i ojców, bywa, że za pomocą niebezpiecznych narzędzi.

Czy technologia odbiera ludziom podstawowe umiejętności?

PAP: Stwierdził pan, że technologie są "prostackie".

D.D.: Bo w dużej mierze są. Scrollowanie polega na tym, że człowiek leży i bez końca przesuwa palcem po ekranie. To nie wymaga wysiłku, refleksji ani cierpliwości. To jest czynność skrajnie prymitywna, choć opakowana w nowoczesny design i marketing.

Problem polega na tym, że im prostsza jest technologia, tym bardziej uzależnia. Człowiek przestaje ćwiczyć pamięć, skupienie i wytrwałość. Wszystko ma być szybkie, natychmiastowe i bezwysiłkowe.

Potem słyszymy od nastolatki, że „książki śmierdzą starymi ludźmi” – tak powiedziała nastoletnia uczestniczka jednego z badań czytelnictwa i czasu spędzanego w sieci. I to nie jest już śmieszne. To jest symbol ogromnego kryzysu kulturowego. Książka wymaga skupienia, ciszy, wyobraźni i cierpliwości, czyli dokładnie tego, czego współczesny świat cyfrowy próbuje człowieka oduczyć.

PAP: Dużo mówi pan też o seksualizacji internetu i zagrożeniach dla dzieci.

D.D.: Bo skala tego zjawiska jest gigantyczna. Pedofilia była obecna od zawsze, ale internet stworzył dla niej niewyobrażalne wcześniej możliwości. Wystarczy spojrzeć na ostatnie akcje służb, podczas których zatrzymywano dziesiątki osób posiadających setki tysięcy materiałów pornograficznych z udziałem dzieci. I my naprawdę nadal udajemy, że głównym problemem jest wyłącznie „czas ekranowy”?

Do mojego gabinetu trafiają rodzice kompletnie rozbici psychicznie. Zagubieni, przestraszeni, często pełni poczucia winy. Szukają sposobu, żeby odzyskać kontakt z własnym dzieckiem. Ta książka powstała właśnie z obserwacji ich bezradności.

PAP: Opowiada pan też historię 20-latka uzależnionego od VR.

D.D.: Policzyliśmy wspólnie, ile czasu spędził w świecie gier i VR-u. Wyszło około 20 tysięcy godzin. To ponad dwa lata życia bez przerwy przed ekranem. Natomiast około pięciu tysięcy godzin spędził w okularach VR.

Tam były wirtualne kobiety, wirtualny seks, różne sensoryczne gadżety, które miały imitować prawdziwe doświadczenia. Efekt był taki, że chłopak praktycznie przestał funkcjonować w realnym świecie. Nie był zdolny do pracy, nauki ani normalnych relacji.

Wokół niego wszyscy pracowali: terapeuci, psychiatrzy, rodzina. Mama i babcia martwiły się o niego, przynosiły jedzenie, próbowały ratować sytuację. A on żył właściwie wyłącznie w cyfrowym świecie.

Powiedziałem mu wtedy: „gdybyś przez sześć godzin dziennie ćwiczył grę na gitarze, język albo sport, byłbyś dziś mistrzem w jakiejś dziedzinie. Tymczasem jesteś na terapii odwykowej od VR-u”. I to jest właśnie dramat współczesności.

Bezstresowe wychowanie dzieci

PAP: W książce mocno krytykuje pan ideę bezstresowego wychowania.

D.D.: Bo wmówiono ludziom, że granice są opresją, a zakazy traumą. W efekcie wielu rodziców boi się powiedzieć dziecku zwykłe „nie”.

A przecież nawet zwierzęta wychowują swoje młode. Karcą je, uczą zasad, pokazują granice po to, żeby mogły przeżyć. Tymczasem człowiek coraz częściej oddaje własne dziecko w ręce algorytmów i wielkich platform technologicznych - Big Techów.

Efekt jest taki, że dziecko zaczyna ustalać własne reguły rzeczywistości. Jeśli uzna, że nocnik służy do jedzenia zupy, a talerz do załatwiania potrzeb fizjologicznych, to rodzic ma jeszcze przyklasnąć temu w imię „dobrostanu”. Wiem, przesadzam, ale chodzi mi o wyostrzenie tego zjawiska.

Bo dobrostan bez zasad kończy się samotnością, lękiem i kompletnym chaosem emocjonalnym. Dzieci coraz częściej nie potrafią budować relacji, boją się kontaktów społecznych, unikają sportu, wyjazdów i aktywności wymagających wysiłku.

PAP: Naprawdę uważa pan, że ludzkość się cofa?

D.D.: Tak i nie jestem w tej opinii odosobniony. Shoshana Zuboff pisze wręcz, że pod względem zdolności koncentracji, samodzielnego myślenia i jakości debaty publicznej zaczynamy cofać się do czasów sprzed rewolucji Gutenberga. Druk wymusił na człowieku skupienie, cierpliwość i umiejętność analizy tekstu. Tymczasem dziś wracamy do kultury krótkiego impulsu, obrazka i natychmiastowej reakcji.

Jednocześnie technologia coraz głębiej wchodzi w nasze życie. Mamy inteligentne materace analizujące dźwięki w sypialni, ubrania monitorujące zachowanie człowieka, urządzenia śledzące emocje, reakcje i codzienne nawyki. Granice prywatności zostały dawno przekroczone, a człowiek zaczyna funkcjonować bardziej jako źródło danych niż świadomy uczestnik życia społecznego.

Granice prywatności zostały dawno przekroczone, tylko większość ludzi przestała to zauważać. Technologia zaczyna wchodzić już nie tylko do naszych kieszeni, ale do łóżek, rodzin i głów.

Dlatego mówię o człowieku jako o „mieniu cyfrowym”. W świecie platform technologicznych użytkownik nie jest już klientem ani odbiorcą, tylko surowcem. Jego uwaga, emocje, lęki, impulsy i czas są przeliczane na pieniądze. Algorytmy nie są projektowane po to, żeby człowieka rozwijać, uspokajać czy uszczęśliwiać, ale po to, żeby zatrzymać go przed ekranem jak najdłużej. Im bardziej człowiek jest uzależniony, rozemocjonowany i przyklejony do telefonu, tym większy zysk osiąga platforma. W tym sensie współczesny użytkownik staje się dla gigantów technologicznych czymś w rodzaju cyfrowego mięsa armatniego – zasobem do eksploatacji.

AI jako nowa "wyrocznia" i zmieniająca się rola autorytetów

PAP: Jednak wierzymy w AI niemal tak, jak jeszcze niedawno w Pana Boga.

D.D.: I to jest dla mnie bardzo niepokojące, bo technologia zaczyna wchodzić w obszary, które kiedyś były związane z refleksją, duchowością, relacją i autorytetem. Mam wrażenie, że wielu ludzi zaczyna traktować sztuczną inteligencję jak wyrocznię, która odpowie na wszystkie pytania, podejmie decyzje, rozwiąże problemy wychowawcze, emocjonalne, a może jeszcze – już za małą chwilę - moralne i egzystencjalne.

Bardzo nad tym ubolewam, ale Kościół również został wciągnięty w ten cyfrowy wir. Byłem niedawno na komunii, po sakramencie dziecko dostało od pewnej osoby trzy prezenty: Biblię, medalik i elektroniczny zegarek. I najważniejsze zdanie, które wtedy padło, brzmiało: „pamiętaj, żebyś codziennie nosił ten zegarek”.

Nie: „czytaj Biblię”, „dbaj o wartości”, „pielęgnuj wiarę”. Największe emocje wzbudził gadżet elektroniczny. To pokazuje, jak bardzo zmieniła nam się hierarchia ważności. Technologia coraz częściej staje się nową religią współczesnego świata. Daje natychmiastową odpowiedź, natychmiastową gratyfikację, poczucie kontroli i wygody. Człowiek przestaje szukać ciszy, refleksji czy kontaktu z drugim człowiekiem, bo łatwiej jest sięgnąć po ekran. Przepraszam, cholera mnie bierze, bo mam przeczucie, że już wkrótce pojawi się „elektroniczna hostia”. Bo dlaczego nie, jeśli awatar Jezusa, jak w Szwajcarii, spowiada przez internet.

Pamiętam też sytuację, kiedy zadzwoniłem do księdza, który zaprosił mnie na spotkanie dotyczące uzależnień cyfrowych. Nie odebrał, ale odpisał SMS-em, że jest w kościele. Później przyznał, że siedział wtedy w konfesjonale i spowiadał.

I ja nie mówię tego po to, żeby kogokolwiek atakować. Pokazuję tylko skalę zjawiska. Jeśli nawet instytucje, które przez wieki były oparte na skupieniu, refleksji i relacji twarzą w twarz, zaczynają funkcjonować w logice nieustannego powiadomienia i cyfrowego bodźca, to znaczy, że problem jest znacznie głębszy, niż nam się wydaje.

Kościół próbował uporządkować chaos związany z fotografowaniem uroczystości religijnych, ale temat cyfrowego uzależnienia dzieci nadal jest zdecydowanie za słabo obecny w debacie.

Technologia jako nowa religia współczesnego świata

PAP: To brzmi momentami jak manifest przeciw nowoczesności.

D.D.: Nie jestem przeciwnikiem technologii. Jestem przeciwnikiem głupoty i bezrefleksyjności. Smartfon powinien być dodatkiem do życia, a nie centrum dowodzenia człowiekiem. Tymczasem wielu ludzi nie potrafi dziś spokojnie usiąść przy stole, przejść się bez telefonu czy zasnąć bez ekranu obok łóżka. I to już nie jest rozwój. To jest cyfrowe kalectwo. I recepta na zagładę ludzkości, w każdym razie takiej, jaką znamy.

Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj