Dziennik.pl logo

Jak radzić sobie ze stresem własnym i dziecka przed nadchodzącym rokiem szkolnym?

dzisiaj, 11:47
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Szkoła
Young supported adoption counselor showing a drawing of house to sad pensive little boy waiting for new loving family. Young child psychologist working with little boy/Shutterstock
Rozpoczęcie roku szkolnego zawsze wprowadza do domu masę emocji – czy to radość i ekscytację, czy stres i strach. Cała rodzina tym żyje, co często prowadzi do niepotrzebnych sprzeczek. O tym, jak radzić sobie z emocjami przed i po szkole oraz jak ograniczyć stres przed porannym wyjściem do szkoły.

Co robić o poranku?

Późne powroty z pracy i poranne wstawanie następnego dnia to norma w wielu polskich domach. Dlatego też większość rodziców nastawia budziki na jak najpóźniejszą godzinę, byleby i oni, i dzieci mogli jak najdłużej pospać. Z jednej strony to dobrze, bo sen to zdrowie i należy się wysypiać. Niestety i tutaj jest haczyk. Późne nastawianie budzika powoduje, że wszystko robimy w pośpiechu. Dzieci nie mają czasu na spokojne rozbudzenie się i popatrzenie przez okno, nawet gdy bardzo by tego chciały. Wprowadza to nerwową atmosferę od samego rana. Pojawiają się krzyki, płacz i jeszcze większa demotywacja do pójścia do szkoły.

Okazuje się, że wystarczy nastawić budzik chwilę wcześniej i cały dzień może wyglądać zupełnie inaczej. To nie musi być godzina czy pół – wystarczy 15 minut. Podczas tych dodatkowych 15 minut dzieci mają czas na rozbudzenie się, opowiedzenie, co im się przyśniło, czy po prostu na to, by przyjść i się przytulić przed ciężkim dniem. Niby nic, a może wpłynąć na naprawdę wiele. Omijamy nerwy, pospieszanie i łzy, więc dzień od razu wydaje się lepszy. Nawet niewyspani, wszyscy bez względu na wiek lepiej funkcjonujemy, gdy mózg od rana otrzymuje pozytywne sygnały, takie jak: „Wszystko jest dobrze”, „Nic się nie dzieje”, „To będzie dobry dzień”. Te 15 minut to mała rzecz, a cieszy.

Jak przygotować siebie i dzieci do nadchodzących zmian?

Wielu rodziców i wiele dzieci, myśląc o nowym roku szkolnym, jest niezadowolonych, negatywnie nastawionych i ma już dość. A rok szkolny nawet się nie zaczął. Jest na to całkiem prosty sposób. Weź wdech, potem wydech i na spokojnie zorientuj się, że to przecież zupełnie nowy rok. Dziecko jest już rok starsze, mądrzejsze i bardziej samodzielne. Zeszłoroczne trudności wcale nie muszą się powtórzyć, a problemy, które kiedyś spędzały Ci sen z powiek, mogą okazać się już nieaktualne. Zamiast z góry zakładać powrót do dawnego zmęczenia i stresu, potraktuj wrzesień jako całkowicie czystą kartę. Daj sobie prawo do łagodnego startu, odpuść perfekcjonizm i skup się na tym, jak tym razem możesz ułożyć Waszą codzienność lepiej, mądrzej i z większym spokojem. Zmiana to nie tylko wyzwanie – to świetna okazja, by porzucić to, co wcześniej nie działało.

Co, jeśli dziecko wraca niezadowolone?

Przede wszystkim – nie wpadaj w panikę i nie zakładaj najgorszego. To zupełnie naturalne, że pierwsze dni pełne nowych wrażeń, hałasu, wczesnego wstawania i powrotu do szkolnych wymagań bywają po prostu przytłaczające. Zamiast od progu zasypywać ucznia gradem pytań w stylu: „Co się stało?” czy „Kto cię zdenerwował?”, daj mu przestrzeń na oddech. Czasami najlepszym, co możesz zrobić, jest podanie ciepłego posiłku i pozwolenie na chwilę ciszy. Kiedy opadną emocje, powiedz po prostu: „Widzę, że to był trudny dzień. Jestem tu, jeśli chcesz pogadać”. Pamiętaj, że adaptacja do zmian i szkolnego rygoru to proces. Jeden gorszy dzień, a nawet cały trudny tydzień nie oznacza wcale, że cały rok będzie spisany na straty.

Pamiętaj, dziecko to też człowiek

W tym całym organizacyjnym i edukacyjnym pędzie bardzo łatwo zapomnieć o podstawowej zasadzie: dziecko to też człowiek. Ma pełne prawo do zmęczenia, braku motywacji, a nawet otwartego buntu – dokładnie tak samo, jak my dorośli, gdy po beztroskim urlopie musimy wrócić do sztywnych obowiązków. Często zdarza nam się bagatelizować szkolne rozterki, zapominając, że to, co dla nas jest błahostką, w świecie ucznia urasta do rangi prawdziwego kryzysu. Dlatego, kiedy opadną pierwsze emocje i dziecko samo przyjdzie, by opowiedzieć o swoim dniu, Twoim najważniejszym zadaniem jest po prostu go wysłuchać. Bez przerywania, oceniania i natychmiastowego sypania radami z rękawa. Mamy silny odruch błyskawicznego „naprawiania” problemów, tymczasem dzieci rzadko potrzebują od nas gotowych instrukcji obsługi życia. Znacznie bardziej potrzebują poczucia, że jesteśmy po ich stronie i bierzemy ich rozterki na poważnie. Zamiast mówić: „Nie przejmuj się, to nic takiego”, spróbuj powiedzieć: „Rozumiem, to rzeczywiście musiało być trudne”. Takie uważne, pełne szacunku słuchanie to najlepszy plaster na stres i fundament, na którym buduje się zaufanie na cały szkolny rok.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj