Początek roku szkolnego 2026/27 przyniósł sporo zmian. Jednak w połowie września już wiadomo, że najwięcej emocji budzi wprowadzenie do szkół diety planetarnej. Brzmi kosmicznie? Nic bardziej mylnego, bo jej zasady są właściwie banalnie proste. Na talerzach przedszkolaków i uczniów pojawiło się bowiem więcej warzyw, roślin strączkowych, produktów pełnoziarnistych i orzechów. Ograniczono natomiast mięso i jego przetwory, a także cukry. Zgodnie z nowymi zasadami w szkolnych stołówkach dania mięsne pojawiają się maksymalnie dwa razy w tygodniu, a jeden dzień jest całkowicie jarski.
Czytaj także: Klamka zapadła. Do żłobków wchodzą nowe zasady żywienia. Dietetyczka wyjaśnia, co i od kiedy się zmieni
Ministerialne wytyczne zakładają także, że dzieci powinny mieć zapewniony stały i nieograniczony dostęp do wody pitnej. Wydawałoby się, że nie ma o co kruszyć kopii, jednak z początkiem września sieć zalały wpisy dietetyków, lekarzy i zmartwionych rodziców, według których taka dieta pozbawi dzieci odpowiedniej ilości białka i źle wpływa na ich rozwój.
Dieta planetarna w szkołach. Badania są jednoznaczne
Jak czytamy na stronie Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej, coraz więcej badań naukowych wykazuje pozytywny wpływ diety planetarnej na zdrowie człowieka. Jak wskazano, u osób stosujących dietę planetarną malało ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2. Co więcej, zauważono niższe ryzyko śmiertelności z powodu nowotworów i chorób układu krążenia. Osoby, które trzymały się zasad diety planetarnej, miały niższy wskaźnik masy ciała i mniejsze obwody talii.
W ocenie ekspertów z zakresu żywienia zmiany wprowadzone na mocy rozporządzenia MEN są pozytywne. Jak wskazał dr dietetyki Michał Wrzosek w rozmowie z WP, jedzenie jest ważnym, ale niejedynym elementem trybu życia, dlatego wprowadzenie diety planetarnej do przedszkoli i szkół nie wystarczy, by najmłodsi nauczyli się podejmować zdrowe decyzje.
– Większa ilość błonnika, mniej cukrów prostych i tłuszczów trans w szkolnych stołówkach pozwala korzystnie wpłynąć na dostarczaną ilość kalorii i stabilizuje poziom cukru we krwi. Jest to więc ważny pierwszy krok w kierunku dobrej zmiany – stwierdził dietetyk.
Odpowiedział także na zarzuty części rodziców, że bez mięsa dzieci nie otrzymają odpowiedniej dawki składników odżywczych. Dr Wrzosek podkreślił, że choć mięso dostarcza pełnowartościowego białka, łatwo przyswajalnego żelaza hemowego i witaminy B12, które są kluczowe dla wzrostu i rozwoju mózgu, to codzienne spożywanie produktów mięsnych, zwłaszcza przetworzonych, wypiera z diety strączki i ryby oraz może obciążać układ trawienny i dostarczać nadmiar nasyconych kwasów tłuszczowych.
Obiady lądują w koszu? Sposób podania ma znaczenie
Przyznał jednocześnie, że zamienniki mięsa powinny mieć prosty skład bez nadmiaru soli i sztucznych dodatków. Jednocześnie zwrócił uwagę, że dla dzieci liczy się także atrakcyjna forma podania dania na talerzu. I być może tu pies jest pogrzebany.
Na jednej z grup parentingowych pojawił się wpis matki, która zwróciła uwagę, że serwowane w szkołach obiady oparte na diecie planetarnej lądują w koszu, a nie w brzuchu dzieci. – Być może gdyby kotlety z soczewicy wyglądały bardziej estetycznie, moje dziecko zdecydowałoby się chociaż ich spróbować – napisała jedna z matek.
Nie w każdej placówce obiady podawane są jednak w sposób mało atrakcyjny. Jak opisuje Marcin Pajdowski, kucharz w Szkole Podstawowej nr 34 we Wrocławiu, po zaznajomieniu się z nowymi wymogami, jeszcze przed początkiem roku szkolnego, postanowił przetestować propozycje dań roślinnych na personelu szkoły.
– Zbierałem opinie, dzięki czemu niektóre dania mogłem jeszcze bardziej dopracować. Ostatecznie wybrałem kilkanaście propozycji z bazy swoich pomysłów, które po kolei wprowadzam do jadłospisów – zaznaczył.
Jak dodał, bardzo pozytywnie zaskoczył go dzień z kotletami sojowymi. – Oddawanych posiłków było porównywalnie jak w dniu, kiedy podaję np. kotleta mielonego. Były dokładki, to znaczyło już dla mnie sporo. Niektórzy nawet myśleli, że to jest mięso! No i usłyszałem tego dnia sporo pochwał, że obiad jest pyszny, i pytania, czy to naprawdę jest tylko z roślin – wyjawił.
Co Polacy sądzą na temat diety planetarnej?
Jaka jest zatem prawda i jak oceniamy zmiany zasad żywienia? Rzeczywistość może być inna, niż wynika to z wpisów w mediach społecznościowych. Według badania przeprowadzonego we wrześniu przez Biostat dwie trzecie Polaków – 66 proc. ankietowanych – pozytywnie ocenia wprowadzenie obiadu na bazie nasion roślin strączkowych do szkolnych i przedszkolnych stołówek. Taką opinię podzielają też rodzice i pracownicy stołówek, którzy pierwsze tygodnie z nowym menu mają już za sobą. Przeciwnego zdania było zaledwie 11,3 proc. pytanych.
7 na 10 respondentów ankietowanych zgodziło się ze stwierdzeniem, że obiad na bazie nasion roślin strączkowych może być tak samo pełnowartościowy jak ten z mięsem. Badanie zostało przeprowadzone na zlecenie RoślinnieJemy w dniach 2–7 września br. na reprezentatywnej próbie tysiąca osób.
Dr dietetyki Paulina Ihnatowicz podkreśliła, że zmiany w przedszkolnych i szkolnych stołówkach mają jeszcze jeden cel. Mają pokazać naszym pociechom, że zdrowe jedzenie może być różnorodne i smaczne, bo w takich codziennych, małych sytuacjach kształtują się późniejsze wybory żywieniowe.
– Szkoła ma ogromny potencjał, żeby wspierać dzieci w budowaniu zdrowych nawyków. Dziecko obserwuje, co jedzą inni, poznaje nowe smaki, zapachy i konsystencje. Uczy się również tego, że posiłek może składać się z różnych produktów i że różnorodność jest czymś naturalnym. Fasola, soczewica, ciecierzyca czy groch są bardzo wartościowym elementem diety, ale jeśli dziecko przez kilkanaście lat praktycznie się z nimi nie spotyka, trudno oczekiwać, że nagle jako dorosły zacznie chętnie po nie sięgać – skwitowała.
