Od 1 września 2025 r. do szkół wszedł nowy, nieobowiązkowy przedmiot - edukacja zdrowotna. Zastąpił wychowanie do życia w rodzinie. Zajęcia nie podlegają ocenie, i nie mają wpływu na promocję ucznia do klasy wyższej, ani na ukończenie szkoły.
W publicznych szkołach podstawowych zajęcia są realizowane w klasach IV-VIII w wymiarze jednej godziny tygodniowo. W liceum ogólnokształcącym, technikum i branżowej szkole I stopnia zajęcia będą realizowane w wymiarze jednej godziny tygodniowo w klasach I i II albo w klasach II i III, albo w klasach I i III (łącznie dwie godziny w okresie nauczania).
W badaniu SW Research dla "Wprost" 58 proc. respondentów opowiedziało się za obowiązkowością tego przedmiotu. Kolejne 13,6 proc. popiera ten krok pod warunkiem usunięcia części o życiu seksualnym. Przeciw jest 20,1 proc., a 8,3 proc. nie ma zdania.
Nowacka: Wiadome było, że takie będą konsekwencje
Barbara Nowacka była pytana o ten przedmiot w rozmowie z Polsat News. Na pytanie, czy uważa za sukces, że na edukację zdrowotną uczęszcza 30 proc. uczniów, odparła: Uważam, że ten przedmiot jest potrzebny.
Tłumaczyła także niską frekwencję. W momencie, kiedy z przyczyn stricte politycznych musiał zostać stworzony jako przedmiot nieobowiązkowy wiadome było, że takie będą konsekwencje. Młodzież nie chodzi na przedmioty nieobowiązkowe. To sobie trzeba jasno powiedzieć - dodała.
Nowacka: Nie miałam wyjścia
Minister edukacji powiedziała, że "nie miała wyjścia", jeśli chodzi o wyrażenie zgody na to, by edukacja zdrowotna była nieobowiązkowa w tym roku szkolnym. Jeżeli jest decyzja na szczeblu wysokim w rządzie, to minister musi się tej decyzji podporządkować - doprecyzowała.